piątek, 4 lipca 2014

Zmarł Janusz Kondratowicz - przyjaciel Krzysztofa Klenczona

________________________________________________________________________________

Byl dla mnie jak BRAT, podpora życiowa naszej całej rodziny, moich dzieci... 
Moja Mama traktowala Janusza i Anię jak syna i córkę, nie mowiąc o moim Ojcu (śp) który Jego uwielbiał!!! Dalej dla mnie szok!... (Alicja Klenczon -Corona)
_________________________________________________________________________________

2008r  - Janusz Kondratowicz w roli Gościa i Współprowadzącego audycję: Muzyczna Jedynka - Muzykomania




 
_________________________________________________________________________________

"Zbuntowany Anioł"

To właśnie Janusz Kondratowicz wraz z Wiesławem Wilczkowiakiem napisali tekst do "Zbuntowanego Anioła" - jak kiedyś nazwał Krzysztofa Klenczona ojciec polskiego big beatu - Franciszek Walicki.

Tekst  kilka lat po napisaniu dotarł do Australii i tam Asia Łunarzewska - dobrze znana Polonii australijskiej piosenkarka, skomponowała wraz z Tommem Williamsem muzykę, nagranie powstało w studio Tommirock.
Jest to wersja symfoniczna.
Utwór został zaprezentowany przez Asię Łunarzewską na konkursie piosenek Krzysztofa Klenczona w Szczytnie w 2008r i zdobył tam III nagrodę.




Janusz Kondratowicz - Szczytno 2008


(foto Robert Rett i Asia Łunarzewska)

W czerwcu 2010 roku wałbrzyski zespół Onyx The Rock Band nagrał rockową wersję tego utworu.

  ________________________________________________________________________________

Janusz Kondratowicz jeszcze w zeszłym roku uczestniczył w Pierwszym  Festiwalu Piosenki im Krzysztofa Klenczona w Pułtusku


_________________________________________________________________________________

FRAGMENTY WYWIADU LECHA NOWICKIEGO
Z JANUSZEM KONDRATOWICZEM
I PROGRAM PR 1988R - MUZYKA NOCĄ


J. Kondratowicz: Seweryn Krajewski współpracował z Krzysztofem Dzikowskim. Ponieważ Krzysztof nie miał stałego autora przyszło Krzysztofowi Dzikowskiemu i Klenczonowi do głowy, że może ja bym tę lukę wypełnił i tak się zaczęło.

L. Nowicki: Krzysztof niezbyt to podobno łatwy, układny człowiek we współżyciu. Czy i ty odniosłeś takie wrażenie po tym pierwszym spotkaniu?

JK Tak. Zawsze był to chłopak, który miał swoje własne zdanie, który zmagał się z życiem, który jeżeli w coś wierzył, bardzo wierzył, to chciał to osiągnąć. Wydaje mi się, że nasza współpraca a potem nasza przyjaźń układały się dość tak łagodnie może dlatego, że w wielu cechach jego ja odnajdywałem własne cechy i tak na dobrą sprawę nie było o co się kłócić.

LN Kiedy ta wasza znajomość przerodziła się w przyjaźń?

JK To trudno powiedzieć, ale dość szybko. Ja dzisiaj spoglądając za siebie, wspominając te nasze wspólnie spędzone chwile tu w Polsce i za granicą, (bo byłem też u niego z wizytą w Chicago, kiedy już mieszkał w Stanach Zjednoczonych), przypominając sobie te chwile myślę, że to było tak niedawno, prawie wczoraj. Bardzo zresztą chętnie słucham piosenek Krzysztofa, nie tylko tych do których ja napisałem teksty ale tych, które on skomponował. Poza tym mam parę kaset z jego muzyką nigdy nienagraną; muzyką, która mi została jakby darowana. Piosenką rozpoczynającą naszą współpracę jest "Gdy kiedyś zawołam Cię".

LN Jako kogo Pan zachował go w pamięci?

JK Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Ja zachowałem go w pamięci przede wszystkim jako kompozytora . Dlaczego? Bo kiedyś wyjeżdżaliśmy razem na wakacje, czy też, żeby popracować wspólnie to potrafił do rana pracować mając do dyspozycji wielośladowy, co było w latach 60-tych sprawą bardzo rzadką, wielośladowy magnetofon. Nagrywał kilkakrotnie partie wokalne, partie gitary, rzeźbił. Rzeźbił utwory, tak to byśmy teraz mogli określić, a czy czuł się wokalistą, czy w ogóle czuł się idolem? Wydaje mi się, że są to pytania retoryczne, chyba dzisiaj nie najważniejsze. Miał osobowość, to mogę powiedzieć z całą pewnością, z całym przekonaniem. Jeżeli coś chciał zrobić, to zawsze do tego dążył.

LN A czy miał swoich ulubionych wykonawców?
JK Tak miał swoich ulubionych wykonawców. Bardzo lubił np. Rolling Stonesów. Jeżeli chodzi o polski rynek muzyczny to właściwie przyjaźnił się z bardzo wieloma muzykami, kompozytorami z lat 60-tych; z tymi z którymi razem startował w festiwalach Młodych Talentów w Szczecinie, z którymi razem grał w zespołach kolorowych. I wydaje mi się, że ci koledzy grający z nim razem byli dla niego jednocześnie jakimiś partnerami, może nie wzorem, ale partnerami do rozmów o muzyce.

LN A czy miał swój udział w sukcesach Czerwonych Gitar? Czy był przekonany, że ma udział w tych sukcesach?
JK Miał swój udział i to bardzo duży, bo dzisiaj patrząc tak na historię, jak i karierę Czerwonych Gitar wiemy, że było dwóch bardzo wybitnych kompozytorów: Krzysztof Klenczon i Seweryn Krajewski. Jeden po sobie pozostawił duży dorobek i drugi: no Krajewski ciągle jeszcze jest w sposób bardzo widoczny na naszym rynku muzycznym. Klenczona już prawie nie prezentuje się w audycjach radiowych, ta jest ewenementem. Ale chcę powiedzieć, że starał się wnieść swój twórczy wkład do tego, co zapisały Czerwone Gitary w historii polskiej muzyki młodzieżowej.

LN Dlaczego, powiedz Janusz, Krzysztof Klenczon odszedł od Czerwonych Gitar?
JK Znam przyczynę. Widzisz, trudno pogodzić ogień z wodą. Sądzę, że ten ogień z wodą dało się pogodzić przez jakiś czas, ale przyszedł moment, że z zespołu musiał odejść jeden z dwóch liderów. I odbyło się głosowanie. Dwaj członkowie, bezstronni jakby uczestnicy tego spotkania: Skrzypczyk i Dornowski zadecydowali, że powinien zostać w zespole Seweryn Krajewski.

LN To też się działo w Hotelu Bristol w Warszawie - to ciekawostka; nie wszyscy ją znają (...)
JK Krzysztof był tego dnia dość zdenerwowany. Sądził, że ta sytuacja może przybierze trochę inny układ, że on zostanie w zespole. Ale po paru tygodniach osamotnienia i walki z samym sobą chyba ten zły nastrój przeszedł. Zaczął budować nowy zespół

LN No właśnie, czym był dla niego ten nowy zespół, myślę oczywiście o zespole 'Trzy Korony'? Czy próbą udowodnienia, że sam też potrafi?
JK Chyba tak, bo w zbudowanie tego związku włożył ogromnie dużo wysiłku, ogromnie dużo pieniędzy i poświęcił temu ogromnie dużo czasu. Przecież zespół 'Trzy Korony' na początku swego istnienia, no był zespołem takim nieopierzonym, dopiero po wielu trasach koncertowych zaczął brzmieć tak jak brzmieć powinien. Płyta, która została nagrana też jest tego dowodem, że dość późno ten zespół znalazł swój własny styl.

LN Jeśli chodzi o wielkie przeboje zespołu 'Czerwone Gitary' skomponowane przez Klenczona dla Czerwonych Gitar, to o paradoksie, niektóre z nich zostały nagrane nie przez ten kolorowy zespół, a przez 'Trzy Korony'. Tak było z piosenką "10 w skali Beauforta".
JK No piosenka ta powstała jeszcze wtedy, kiedy Klenczon był członkiem grupy Czerwone Gitary.

LN No tak, ale została nagrana przez Trzy Korony.
JK Tak, ale pierwsze wykonania były jednak właśnie z Czerwonymi Gitarami.

LN To też ciekawostka. Ale zacząłem o tej piosence, a chciałem żebyśmy porozmawiali o innej. Otóż bez wątpienia jednym z największych przebojów, przebój nagradzany także na festiwalu w Opolu - piosence 'Biały krzyż'.
JK Ja mam do tej piosenki szczególny sentyment. Po pierwsze bardzo długo ją pisałem. Napisałem ten tekst w Zakopanem. Spędziliśmy tam z zespołem, ja i Krzysztof Dzikowski taki miesiąc poświęcony bardzo ciężkiej, mozolnej pracy. Po prostu przygotowywaliśmy materiał na płytę długogrającą i jakby nowy pogram zespołu. Krzysztof zaproponował mi muzykę taką, która kojarzyła mi się z balladą partyzancką. I powiedziałem o tym, że mam taki pomysł i on ten pomysł zaakceptował. Powstała piosenka, w której tekście nie zmieniałem ani jednego słowa. Wszystko było od razu trafione. Natomiast wyznaczony był tytuł 'Gdy zapłonął nagle świat'. Tak się zaczynał ten tekst i taki tytuł dałem tej piosence. Krzysztof natomiast zmienił ten tytuł i napisał 'Biały krzyż'. Więc ja zastanawiałem się przez te kilka dni co zrobić z tym i postanowiłem zaproponować mu zmianę cody. Pomyślałem, że jeżeli jest biały krzyż, jeżeli jest to właśnie taka partyzancka ballada poświęcona tym nieznanym poległym leżącym pod białymi krzyżami rozsianymi po polskiej ziemi - to niechże kończy ten utwór motyw z jakiejś bardzo znanej partyzanckiej piosenki. No i wpadliśmy na pomysł, żeby był to motyw z pieśni 'Rozszumiały się wierzby'. Piosenka ta oficjalnie została wykonana w Opolu. Był to chyba 69 rok, festiwal opolski i przyznam się, że przeżyłem to wykonanie szczególnie; zresztą chyba nie tylko ja. Ci z widzów, słuchaczy którzy byli tam obecni pamiętają ten moment po zakończeniu utworu. Krzysztof złożył na prosterium wiązankę biało-czerwonych goździków... i nikt nie bił brawa. Ludzie zastygli w oczekiwaniu aż to się skończy, ta cała celebracja. Może to było troszkę teatralne, ale wiem, że to było szczere. Nikt mu tego gestu nie podpowiedział. Wpadł na ten pomysł sam. Wszyscy się zdziwiliśmy, że tak właśnie postąpił. Dopiero może po kilkudziesięciu sekundach rozległy się brawa. Brawa, które trwały dziesięć minut, może dłużej.(...)

Nasza przyjaźń to była prawdziwe męska przyjaźń na dobre i na złe. Ja się na nim jako na przyjacielu i człowieku nigdy nie zawiodłem. Wydaje mi się, że nasze spotkania i tu i za oceanem były tego jakimś takim znaczącym dowodem. Wymagał solidnej pracy od swoich kolegów i sam solidnie pracował. Pamiętam w jednym z klubów chicagowskich - na występach grupy Klenczona już tam w Stanach- nie widziałem go równie zmęczonego; on grał do tańca ze swoim zespołem, takim polonijno-amerykańskim 8 godzin - 8 godzin z małymi przerwami... i to grał utwory bardzo ostre, dynamiczne, bo on sam był dynamiczny i ostry w reakcjach. Ale może właśnie dlatego był tak wyrazisty jako artysta i jako człowiek.(...)

Ja twierdzę, że całe życie składa się wyłącznie z dramatycznych i właśnie zabawnych, takich rozbawiających nas zdarzeń. Pamiętam był rok chyba 70-ty, ostra zima na południu Polski. Spędziliśmy we trójkę: Krzysztof z żoną i ja dwa tygodnie na takim pracowitym urlopie w Domu Pracy Twórczej Stowarzyszenia Autorów ZAIKS. I wracaliśmy do Warszawy nocą; akurat tak jakoś wypadło nam jechać w nocy. Okazało się, że zmęczony pracą Krzysztof zasnął. Nie miałem zmiennika i wiozłem jego i jego żonę - dwoje śpiących ludzi. Przekopywałem się samochodem, jak to dzisiaj, zimą robi pewnie wiele osób. Były takie momenty, że wychodziłem ze szpadelkiem, odgarniałem zaspy, a samochód ześlizgiwał się z góry. - Było to ponad 400km. Dojechałem następnego dnia w południe i oni nawet nie wiedzieli, że sytuacja była taka dramatyczna, że w chwili można było ześlizgnąć się np. do zalewu czy do rzeki nad którą się przejeżdżało. To było moja jazda, podczas której się najbardziej bałem. Ja nie boję się tak, nie ulegam uczuciom strachu tak łatwo... Wtedy bałem się naprawdę.
Natomiast zabawne zdarzenie: kiedy Krzysztof przyjechał ze Stanów nagrywać swoją kolejną płytę do Polski. Pamiętam, że był lipiec. Po ustaleniu wszystkich szczegółów w Polskich Nagraniach ja spokojnie wyjechałem sobie na urlop, a Krzysztof został z muzykami w tym sławnym już Bristolu. I przypadkowo po tygodniu przez jeden dzień bawiłem w Warszawie. Okazało się, że urzędnicy z firmy fonograficznej nie chcieli go wpuścić do studia ponieważ miał paszport konsularny. Oczywiście wytłumaczyliśmy w ciągu paru godzin wszystkie te zawisłości niby dyplomatyczne i prawne i wszystko odbyło się z korzyścią dla wszystkich z tym, że zamiast ośmiu lub dziewięciu dni nagranie trwało jedną noc i dopiero później zespół musiał dogrywać do nagranej partii lokalnej partie instrumentalne. Jest to niby śmieszne, ale wtedy właśnie było to dramatyczne.

LN No właśnie, czy tacy ludzie mogą przejść do historii?

JK Tacy ludzie przechodzą, mój drogi, do historii, mimo że sami nie bardzo w to wierzą.

_________________________________________________________________________________

Piosenki Krzysztofa Klenczona z tekstami Janusza Kondratowicza:

Gdy kiedyś znów zawołam cię, Kwiaty we włosach, Biały krzyż, Nie licz dni, Rok z kapryśną dziewczyną, Hej słowiki, słowiki, My z XX wieku, 10 w skali Beauforta, Powiedz stary gdzieś ty był, Kronika podróży - czyli ciuchcią w nieznane, Czyjaś dziewczyna, Kamienne niebo, Muzyka z tamtej strony dnia, Retrospekcja, Wiosenna miłość, Zbuntowany Anioł, Wiśniowy sad, Ludzie wśród ludzi, Latawce z moich stron

Te piosenki są nieśmiertelne, więc, jak sam powiedział... "JK Tacy ludzie przechodzą, mój drogi, do historii, mimo że sami nie bardzo w to wierzą."
_________________________________________________________________________________

8 komentarzy:

  1. Wielka strata dla polskiej kultury...

    OdpowiedzUsuń
  2. Janusz Kondratowicz - poeta,przyjaciel, kumpel. Autor ponad 1500 piosenek z czego ponad 150 to evergreeny. Nie ma Janusza wśród nas, ale pozostały Jego piosenki, które będziemy nucić do końca świata i jeden dzień dłużej. Jeszcze w maju zapraszał mnie Janusz do siebie -" przyjedź, usiądziemy nad tekstami, popracujemy. Na pięterku mam pokoik gościnny, porozmawiamy" - były to ostatnie słowa, jakie usłyszałem od Janusza. Teraz, pozostała pustka i żal.Żegnaj przyjacielu. - Wiesław Wilczkowiak

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. w latach '70, kiedy panowała głęboka komuna i PRL - Kondratowicz był szefem tzw. 'komisji weryfikacyjnej dla polskich deejayów disco' - choć nie miał o tym zielonego pojęcia(!!) - postawionym na to stanowisko i do tej brudnej roboty jako zaufany osobnik komuszej władzy - czytaj więcej tu: http://dyskoteki-deejaye-prl.blogspot.com/p/weryfikacje-deejayow-w-prl-czyli-max.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. janusz kondratowicz - - - - - - >>
    CZYTAJ O CZŁOWIEKU, KTÓRY W IMIENIU REŻIMOWYCH WŁADZ KOMUNA-PRL WERYFIKOWAŁ POLSKICH DEEJAYÓW BLOKUJĄC SKUTECZNIE ROZWÓJ I POSTĘP W ZAWODZIE I DYSKOTEKACH: facebook.com/groups/1685825358302653/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. janusz kondratowicz - - - - - - >>
    CZYTAJ O CZŁOWIEKU, KTÓRY W IMIENIU REŻIMOWYCH WŁADZ KOMUNA-PRL WERYFIKOWAŁ POLSKICH DEEJAYÓW BLOKUJĄC SKUTECZNIE ROZWÓJ I POSTĘP W ZAWODZIE I DYSKOTEKACH: facebook.com/groups/1685825358302653/

    OdpowiedzUsuń