środa, 23 listopada 2011

Życiorys Krzysztofa Klenczona - Wiesław Wilczkowiak

_________________________________________________________________________________


Krzysztof Klenczon urodził się 14.01.1942 r w Pułtusku. Rodzice, ze względu na nową pracę musieli przenieść się do Szczytna. 


Tam Krzysztof uczęszczał do Szkoły Podstawowej. 


W 1946 roku ojciec Krzysztofa, jako były żołnierz Armii Krajowej zostaje aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. W oczekiwaniu na wyrok (odpowiadał z wolnej stopy), ucieka z miasta i ukrywa się przez 10 lat pod zmienionym nazwiskiem.
Ojciec, po odwilży politycznej wraca do Szczytna. Jego niekończące się rozmowy z Krzysztofem zaszczepiają w nim ogromny patriotyzm.

W roku 1959 Krzysztof zdał maturę w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym i dostaje się na studia na Politechnice Gdańskiej – budowa dróg i mostów. Szybko rezygnuje z Politechniki i po wakacjach przenosi się na SN – Wychowanie Fizyczne w Gdańsku – Oliwie. Tam poznaje Karola Wargina, który zaszczepia w nim dążenia do sukcesów muzycznych. Karol namawia Krzysztofa do uczestnictwa w eliminacjach. Przypadek sprawia, że jako duet przeszli eliminacje i występują w Szczecinie na Festiwalu Młodych Talentów.  Uplasowali się w złotej trójce i uznani zostali za najlepszy duet wokalny. Od tego momentu zaczyna się kariera Krzysztofa.

Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Oliwie otrzymuje nakaz pracy w małej wiosce Rumy k/Szczytna. To było dla Krzysztofa jak zesłanie. Trudno było wyobrazić sobie energicznego, pełnego muzycznych pomysłów Krzysztofa w tej małej mieścinie, na lekcjach WF. Zrządzenie losu sprawiło, że następnego dnia otrzymuje telegram od Franciszka Walickiego – kierownika zespołu Niebiesko – Czarni z prośbą o stawienia się na próby zespołu. Rzuca wszystko i natychmiast wyjeżdża na wybrzeże. Wystarczył jeden dzień, aby mała miejscowość Rumy na Mazurach przeszła do historii.

 Krzysztof z natury nieśmiały, szybko adoptuje się w zespole. Jest samoukiem. Do wszystkiego dochodził sam. Wspomagali go koledzy z zespołu –Janusz Popławski i bracia Bernolakowie. Wkrótce pisze swój pierwszy utwór muzyczny -„Gdy odlatują bociany”.

W grudniu 1963 roku zespół, wraz Krzysztofem Klenczonem, zostaje zaproszony do Paryża. Było to niebywałe w tamtych czasach wyróżnienie, najwyższe wtajemniczenie estradowe. Zaprosił ich sam Bruno Coquatrix – dyrektor paryskiej „Olimpii”. Tam występowały wówczas gwiazdy najwyższego, muzycznego formatu. Edith Piaf, Marlena Dietrich, Yves Montand, Gilbert Becaud, The Beatles, Frank Sinatra, Ray Charles, Jerry Lee Levis  i wielu, wielu innych piosenkarzy z najwyższej półki muzycznej.  
Od 12 do 25 grudnia Niebiesko – Czarni wystepowali w paryskiej „Olimpii” w  programie pod nazwą: „Les Idoles des Jeunes” (idole młodzieży, młodości) u boku takich sław jak „Little”Stevie Wonder, Dionne Warwick, The Shirelles, The Eagles, Rockeros (słynna La Bamba), Frank Alamo.                                                   
Ten okres wspólnych występów z wielkimi gwiazdami wywarł ogromne wrażenie na całym zespole a później, na twórczości Krzysztofa.

 Krzysztof był z natury nieśmiały, ale również impulsywny. Można było zauważyć to w jego kompozycjach. Jego pierwsze występy na scenie, były dla niego wielkim przeżyciem i okupione były ogromną tremą. Chował się za kolumnami głośnikowymi tak, żeby było go jak najmniej widać. Z czasem, oswoił się ze sceną, widownią i stał się idolem nastolatek.   
                    
 Był bardzo pracowity. Potrafił godzinami ćwiczyć chwyty gitarowe dochodząc do perfekcji. Słynny był z tego, że utwory które komponował miały zawsze piękne, długie wstępy i zakończenia. Jego muzyczną podporą w zespole Niebiesko – Czarni był Janusz Popławski, który pomagał Krzyśkowi nadrabiać zaległości repertuarowe. W późniejszym czasie Janusz uczył się już od Krzysztofa.
 Któregoś dnia Franciszek Walicki usłyszał Krzysztofa grającego nową melodie na gitarze. Spodobało się. Franciszek Walicki pod muzycznym pseudonimem Jacek Grań napisał tekst i tak powstała piosenka „Taka jak ty”.
Odejście Krzysztofa z zespołu Niebiesko – Czarni było zaskoczeniem dla wszystkich. Również dla Franciszka Walickiego, który doceniał talent Krzysztofa i jego muzyczny rozwój. Cóż Krzysztof nie mieścił się w ramach zespołu. Był niepokorny, chodził własnymi ścieżkami, ale miał wytyczony cel. Zbyt dużo było gwiazd wokół. Był na tyle dobrym muzykiem i wokalistą, że postanowił iść własną drogą. Nie jest miło stać w cieniu Niemena, Wojtka Kordy – miał własne pomysły na życie i na muzykę. W zespole czuł się niepotrzebny. Chciał grać i śpiewać swoje, własne piosenki. Nie interesowało go naśladowanie zespołów zachodnich. Franciszek Walicki określił Krzysztofa „Zbuntowanym Aniołem” – takim był w rzeczywistości.

W lutym 1964 roku nie pojawił się na koncercie Niebiesko – Czarnych. Powstała nowa grupa muzyczna pod nazwą „Pięciolinie”. Tu Krzysztof mógł wykazać swój kunszt muzyczny i wokalny. Wkrótce – myślę, że pod dużym wpływem zespołu „The Beatles”- powstała w wielkiej tajemnicy „Grupa X”, która 3 stycznia przeobraziła się w zespół „Czerwone Gitary”. Głównym prowodyrem zakładania nowych zespołów był Jerzy Kossela. To on dobierał najlepszych muzyków. Mało tego, Jurkowi zawdzięczał Franciszek Walicki  swoje muzyczne osiągnięcia i drogę którą wybrał.

Występowanie z zespołem Czerwone Gitary był najlepszym okresem twórczości Krzysztofa Klenczona. Powstało w tym czasie wiele utworów, które z czasem stały się przebojami. Historia jednej znajomości, Gdy kiedyś znów zawołam cię, Biały Krzyż, Nie przejdziemy do historii, Retrospekcja, Kwiaty we włosach, My z XX wieku, Port, 10 w skali Beauforta to tylko nieliczne utwory z wielu kompozycji tego wybitnego artysty. Jego przyjaźń i współpraca z Januszem Kondratowiczem – autorem tekstów - rozwija się nadzwyczaj pomyślnie. Rozumieją się doskonale, słowa i muzyka stanowią całość i pasują do siebie jak puzle.

25 grudnia 1967 roku miało miejsce niezwykłe wydarzenie. W katedrze Oliwskiej odbył się ślub Krzysztofa z Alicją. Ogromna tragedia dla wielkiej rzeszy fanek Krzysztofa Klenczona. Świadkiem Krzysztofa miał być Czesław Niemen. Niestety, coś mu w tym czasie wypadło i zastąpił go Bernard Dornowski.

Pięcioletnia współpraca Krzysztofa z zespołem „Czerwone Gitary” była najbardziej twórczym a zarazem najwspanialszym okresem Jego życia. Był to okres niekończących się sukcesów zespołu. Koncerty, nagrania radiowe i płytowe, koncerty zagraniczne, festiwale. Ogromna popularność zespołu sprawiała, że byli wręcz rozchwytywani. Powstające piosenki kompozycji Krzysztofa jak również Seweryna Krajewskiego stawały się natychmiast przebojami. Ogromne wrażenie pozostawił Krzysztof piosenką do słów Janusza Kondratowicza – „Biały Krzyż”-. Piosenka, o wydźwięku patriotycznym zadedykowana została Ojcu Krzysztofa – Czesławowi.

Na VII Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w czerwcu 1969 roku piosenka ta otrzymuje Główną Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki.
Nagród jest coraz więcej. Otrzymują dwie złote płyty za trzy długogrające krążki (longplay’e). Na targach płytowych „MIDEM” w Cannes (Francja) otrzymują Nagrodę MIDEM   razem z zespołami  The Beatles, The Seekers, The Monkes. Nagrody otrzymują również  Lulu i Tom Jones. Jako najpopularniejszy zespół w Polsce wyróżnieni zostają specjalną nagrodą przez czasopismo  muzyczne „Billboard”.

 W 1969 roku  w  Chicago przychodzi na świat córka Alicji i Krzysztofa -  Karolina.  
W styczniu 1970 roku w zespole narasta konflikt. Dwie silne indywidualności, dwa odmienne charaktery i ogromna rywalizacja w zespole.
To musiało się tak zakończyć! Filary zespołu nie mogą dojść do porozumienia i Krzysztof opuszcza Czerwone Gitary, by już 21 marca, ogłosić powstanie nowej grupy muzycznej pod nazwą „Trzy Korony”.

 Tu powstają takie utwory jak 10 w skali Beauforta, Port, Spotkanie z diabłem (do słów Andrzeja Olechowskiego), Nie przejdziemy do historii i inne.
Krzysztof chciał pójść własną, muzyczną drogą trochę na skróty. Nie przypuszczał jak trudne jest to zadanie, jak ciężko będzie dorównać „Czerwonym Gitarom”. Gdyby Krzysztof wiedział jak ciężko jest powołać nowy zespół i utrzymać go na wysokim poziomie, – nie zrobiłby tego. Koledzy z nowego zespołu nie spełnili jego oczekiwań, popularność gasła. Z zespołem Trzy Korony wydał tylko jedną płytę –15 utworów własnych jedna Grzegorza Andriana.

 Na ostatnim koncercie w Sali Kongresowej w dniu 18 kwietnia 1972 wystąpił wspólnie z legendarnym piosenkarzem, solistą zespołu „Rhythm & Blues” – Markiem Tarnowskim oraz zespołem „Niebiesko – Czarni”. Pożegnał się z publicznością i estradą.  Piosenka „Nie przejdziemy do historii” zabrzmiała jak gorycz porażki i niespełnionych marzeń. 

 Wraz z żoną Alicją i córką Karoliną  odpłynęli Batorym do Ameryki do rodziny Alicji. Tam Krzysztof imał się różnych prac aby zarobić na utrzymanie rodziny. Nie rozstawał się jednak z gitarą. Występował w klubach polonijnych. Jedynym Jego sukcesem za Oceanem było nagranie płyty. W 1977 roku wytwórnię płytową „Cley Pigeon” opuścił czarny krążek – longplay – „The Show Never Ends” – Christopher. Piosenki do których słowa napisał emigrant Vyto Beleska. Niestety, na promocję płyty potrzebny był „zielony” kapitał. Płyta sprzedawała się powoli, zbyt powoli.

W 1973 roku urodziła się druga córka Jacqueline – Natalie. To właśnie dla niej Krzysztof napisał nostalgiczną piosenkę „Natalie – piękniejszy świat”.

Krzysztof bardzo tęsknił za Polską, gdzie spędził najlepsze lata swojego życia. Napisał kilka piosenek świadczących o jego słowiańskiej duszy i tęsknocie za Ojczyzną. „Latawce z moich stron”,”Wiśniowy Sad”, „Muzyka z tamtej strony dnia”,„Dom”, „Natalii -piękniejszy świat”.

 W 1976 roku Krzysztof przyjeżdża do Polski na pogrzeb swojego ojca. Nawiązuje kontakty z Polską Federacją Jazzową co skutkuje powrotem na polskie sceny. W lipcu 1978 roku na lotnisku Okęcie witają Krzysztofa tłumy jego fanów. Nie zapomnieli o swoim idolu, wierzą. że wróci na scenę, że wróci do Czerwonych Gitar. Jego występ w Sali Kongresowej był już w zupełnie innym stylu.

Śpiewał rockandrollowe standardy, kilka piosenek ze swojej nowej, amerykańskiej płyty by na koniec przypomnieć fanom swoje największe przeboje. Rok później wystąpił z zespołem Ryszarda Kruzy ...nagrał wokale na nową płytę i wrócił do Ameryki. Płyta ukazała się z aranżem Ryszarda Kruzy zupełnie nie pasującym do Klenczona. Gdzie podziały się pozostawione wokale Krzysztofa, nikt nie wie! Szkoda, bo teraz można by nagrać płytę ponownie np. z Czerwonymi Gitarami.


W Ameryce Krzysztof ciężko pracuje. Jednak nie zapomina o muzyce, która jest dla niego całym życiem. Każdą wolną chwilę spędza z gitarą. Występuje w klubach polonijnych.

W okresie nastania w Polsce pierwszej Solidarności, włączył się w działalność charytatywną. 26 lutego 1981 roku zostaje zaproszony do uczestnictwa w koncercie w polonijnym Klubie Milford w Chicago. Cały dochód z koncertu miał być przeznaczony dla  na rzecz polskich dzieci w szpitalach. Gdy wracał z koncertu wraz z żoną Alicją doszło do tragicznego w skutkach wypadku samochodowego. Krzysztof doznał licznych, ciężkich obrażeń ciała. Pomimo wysiłku lekarzy, zmarł 7 kwietnia 1981 roku.

 Przyjaciele i fani pamiętają Krzysztofa Klenczona. Porównują Go do Johna Lennona. Analogia tych dwóch wybitnych artystów jest wyraźna.
 W 1993 roku powstało w Gdyni Stowarzyszenie Muzyczne Jego imienia -„Christopher”.
W Warszawie i Sopocie nadano nazwy ulic imienia Krzysztofa Klenczona. Czerwone Gitary nagrały Epitafium dla Krzysztofa. W Szczytnie, rodzinnym mieście Krzysztofa, organizowane są koncerty i festiwale Jego muzyki.

W dalekiej Australii w słynnym studio Tommirock nagrano piosenkę dla Krzysztofa „Zbuntowany Anioł” w wykonaniu Asi Lunarzewskiej, która przyjechała zza Oceanu i wystąpiła na festiwalu w Szczytnie. W nagraniu tej piosenki uczestniczy australijski, światowej sławy muzyk Tom Williams, który jest również współkompozytorem utworu.

W tym roku Miasto Gdańsk upamiętniło Jego imieniem supernowoczesny tramwaj bydgoskiej Pesy.
Organizowane są koncerty pamięci artysty, powstał musical „Kwiaty we włosach”. Młode zespoły grają jego piosenki.
Krzysztof śpiewał – Nie przejdziemy do historii – jakże się mylił!



_________________________________________________________________________________

11 komentarzy:

  1. to muzyka mojej mlodosci podkochiwalam sie wtedy w mlodym przystojnym wokaliscie za jego piosenki glos za kwiaty we wlosach do dzis to nuce i inne utwory wszystkie wpadaly w ucho i wszystkie pamietam .To milo ze moglam sobie przypomniec o nim o jego tworczosci i jego zyciu szkoda ze dla nas juz nie zanuci ale spiewa teraz dla innych i onigo teraz oklaskuja takie jest zycie bo smierc jest rowniwz czescia zycia .uklony w strone autora wspomnien i dziekuje .

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor biografii podał sporo szczegółów biografii Pana Krzysztofa. Jego wyjazd z Polski jest wielką stratą dla naszej muzyki rozrywkowej. Smutne jest, że tak wiele gwiazd lat 60-tych w następnej dekadzie wyjeżdżało za granicę, gdzie musieli ciężko pracować, przeważnie w branżach pozamuzycznych. Szkoda, że okoliczności nie pozwalały wrócić do Polski i znowu osiągnąć popularności. I tylko jedna uwaga - Pan Krzysztof zmarł 8 miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słuszna uwaga Pana bigbeatowca - miało być - w okresie nastania Solidarności w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny artykuł. Gratuluje pomysłu i cerpliwości w zbieraniu faktów!

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny zyciorys, szkoda tylko ze nie ma nic o kontaktach z pozostałymi członkami Gitar zwłaszcza w czasie ich tournee po USA a szczegolnie rozmowach z sewerynem Krajewskim o powrocie Krzysztofa do Gitar i ewentulanie nowym skłądzie. Chciałbym takze zwrocic uwage ze piosenka "10 w skali Beauforta" nie powstała w Trzech Koronach tylko w Gitarach, CZG naewt ja nagrały jeszcze z KRszytofem (na tzw.winylu). Podobnie jak piosenki Coś czy Odleciały słowiki tez powstały jeszcze w Gitarach choć nie były nagrane w tym składzie, ale szykowane na 4lpg.Pozdrawiam
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne opracowanie. Może warto podkreślić, że Gdynia i Sopot z lat 60 tych były ośrodkiem Rocknrolla w Polsce. Zresztą, wymieniony Marek Tarnowski (pseudonim licealisty Zielińskiego) też pochodzi z Gdyni i jest kolegą Jurka Koseli z Liceum. Takie były czasy, że pielegnowanie długich włosów i muzyki big-beatowej skutkowało usunięciem z liceum. Subtelnie podkreślono jak wielką stratę spowodował rozłam w Czerwonych Gitarach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytając biografię Krzysztofa Klenczon wspominam również czas swojej młodości.
    Jerzy S.

    OdpowiedzUsuń
  8. Życie jak krótki sen. Muzyka wieczna ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. Niemenowi nic "nie wypadło". Po prostu drugim świadkiem była ex-partnerka Czesława - Ada Rusowicz. I Czesiek postawił sprawę jasno. Ona albo ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie , Czesiu z nia chodził ale rozstali sie przed slubem Krzyska i Czeslaw mial juz nowa panne :)glupio by to wygladalo i dlatego Benek go zastapil.Pozdro

      Usuń